KIM JESTEŚMY REDAKCJA KONTAKT
Publicystyka Na wyspie Kultura
Felietony Sport Podróże Relaks

Private Eye
2012.03.13 / Teresa Bazarnik

Ciąg dalszy sagi o Fawley Court, XVII-wiecznej posiadłości położonej nad Tamizą w pobliżu Henley. Posiadłość tę, która została sprzedana – w niejasnych okolicznościach – przez księży marianów, kupiła po II wojnie światowej polska społeczność w Anglii z przeznaczeniem na szkołę katolicką.

Stali czytelnicy „Private Eye” zapewne pamiętają, że posiadłość została sprzedana zarejestrowanej na wyspie Jersey firmie Cherrilow Ltd, która została założona, by umożliwić transakcję kupna pani Aidzie Hersham.

Ta groteskowa i wprawiająca w coraz to większe zdumienie historia budzi liczne kontrowersje, by wymienić choćby wywiezienie (do Polski) cennego muzeum, które mieściło się w Fawley Court, zniknięcie funduszy zbieranych na rzecz nigdy nie powstałego budynku [Centrum Apostolatu – red. NC], funduszy, które marianie uzyskali ze sprzedaży części gruntów oraz South Lodge. Dodać należy jeszcze zablokowanie prawa dostępu do kościoła katolickiego mieszczącego się na terenie posiadłości, próby ekshumacji szczątków z krypt kościoła i terenu do niego przylegającego oraz zaciekły spór pomiędzy walczącymi ze sobą stronami. Wygląda na to, że jedynymi prawdziwymi beneficjantami całej tej żałosnej afery – poza bazyliką marianów w Licheniu, w Polsce – są prawnicy.

Latem ubiegłego roku w sądzie najwyższym toczyły się przed sędzią Justice Eady dwie sprawy: jedna, wniesiona przez Richarda Butler-Creagha, który żądał obiecanego mu honorarium w wysokości 5 mln funtów za ułatwienie pani Herham nabycia tej nieruchomości; druga, wniesiona przez Cherrilow Ltd przeciwko Richardowi Butler-Creaghowi. Mnóstwo brudów wyszło przy okazji na jaw, co sprowokowało sędziego Eady do stwierdzenia, że jest tam „wyraźny konflikt interesów… pozostający w sprzeczności z adwokackim kodem postępowania” oraz „och, jakże poplątaną pajęczynę snujemy…”.

U podstaw leży sprzedaż Fawley Court za wyjściową cenę 22 mln funtów, która potem została zmniejszona do 16,5 mln, gdy tymczasem wycena ekspertów przedstawiona w sądzie opiewała na 10 mln funtów. W październiku ubiegłego roku sędzia Eady wydał wyrok podtrzymujący „zarzut firmy Cherrilow, która twierdziła, że została oszukana, natomiast żądania Butler-Creagha wobec pani Hersham sędzia uznał za bezpodstawne. Znaczy to, że firma Cherrilow Ltd ma prawo żądać odzyskania różnicy między ceną nieruchomości z 2008 roku i tym, co ostatecznie zapłaciła, zaś Buttler-Creagh zamiast odzyskać swoje honorarium, o które wniósł sprawę, został obarczony kosztami sądowymi w wysokości 7,4 mln funtów.

W świetle wcześniejszego oświadczenia Aidy Hersham, zgodnie z którym nie zamierza ona czerpać żadnych korzyści z firmy [Cherrilow Ltd] interesujące jest to, co czytamy w wyroku, że „firma Cherrilow została założona jako specjalne narzędzie umożliwiające nabycie tej posiadłości w kilka tygodni po tym, kiedy nieruchomość wraz z gruntem została po raz pierwszy pokazana pani Hersham przez Butler-Creagha. On sam twierdził wtedy, że ma wyłączne prawo pierwokupu, dane mu przez marianów.

W świetle wielokrotnych stwierdzeń, że Aida Hersham zamierza mieszkać w Fawley Court (a nie zamienić ten budynek na hotel, zaś na przyległym terenie wybudować apartamenty), ciekawie brzmiało jej oświadczenie wygłoszone w charakterze świadka, że list „był napisany w dobrej wierze i w pełnym przekonaniu, że wszyscy osiągną korzyści materialne i będą zadowoleni”. Dodała jednocześnie: „Byłam przekonana, że dzięki staraniom [Butler-Creagh] sprawdzą się przewidywania i uzyskamy profit w wysokości 32 mln funtów, za co on sam zostałby szczodrze wynagrodzony...”

Jedno jest pewne – prawnicy mogą spodziewać się dużych pieniędzy, zaakceptowane bowiem zostało odwołanie Butler-Creagha od zasądzonej mu sumy 7 mln funtów. Natomiast apelacja wniesiona przez Polaków co do decyzji wydającej zgodę na ekshumację szczątków założyciela szkoły ojca Jarzębowskiego ma wejść na wokandę w przyszłym miesiącu.

Cherrilow Ltd zastrzegło w umowie kupna warunek zezwalający na zatrzymanie części kwoty do chwili usunięcia przez marianów wszystkich szczątków z terenu wokół kościoła św. Anny i wprowadzenia zakazu korzystania z prawa przechodzenia przez teren Fawley Court. Być może szczątki biednego ojca Jarzębowskiego będą musiały zostać przeniesione, ale szczątki fundatora kościoła, księcia Stanisława Radziwiłła i jego syna pozostaną nadal w krypcie kościoła. Czyli że warunki umowy nie zostaną w pełni spełnione, więc marianie dostaną o 3,5 mln funtów mniej.

A co z samym budynkiem – zabytkiem klasy I? Zapowiedziana przez Aidę Hersham renowacja, która miała być wzorcem dla innych, jeszcze się nie rozpoczęła. A próba odkupienia części posiadłości znajdującej się w ramach murowanego ogrodzenia – w chwili obecnej Toad Hall Garden Centre (tak, Kenneth Grahame znał Fawley Court) – spełzła na niczym. Fawley Court Old Boys uważają, że w wobec wszystkich nieprawidłowości, zignorowanych przez Charity Commission, sprzedaż powinna zostać unieważniona, a pałac powinien powrócić do polskiej społeczności (oczywiście nie do pokrętnych księży marianów).

W latach 80. XX wieku, po tym jak w podejrzanych okolicznościach zamknięto szkołę, ks. Adam Boniecki, generał Zgromadzenia Księży Marianów napisał: „Nie nadajemy się do tego, by prowadzić hotel. Powinniśmy więc sprzedać [Fawley Court], a pieniądze przekazać marianom w Rzymie”. W konsekwencji tej decyzji nastąpiła zmiana zapisów w księgach wieczystych trustu, pozwalająca na sprzedanie posiadłości. Nawet jeśli wprowadzono ją w sposób legalny, biorac pod uwagę to, że Fawley Court był oryginalnie kupiony na użytek szkoły, przez Polaków na emigraji, którzy podczas II wojny światowej waczyli o Wielką Brytanię, i że posiadłość została jedynie powierzona księżom marianom, by nią zarządzali, cała ta sprawa wydaje się być najzwyczajniej niemoralna.

PILOTI
NOOKS and CORNERS
Private Eye, nr 1308, 24.08-8.03.2012

Przełożyła Teresa Bazarnik

POWRÓT | STRONA GŁÓWNA