KIM JESTEŚMY REDAKCJA KONTAKT
Publicystyka Na wyspie Kultura
Felietony Sport Podróże Relaks

Krytykując, czyli plując, trując i szkalując
2015.04.10 / Krystyna Cywińska

W polityce głupota nie stanowi przeszkody. W dziennikarstwie także. A pewność siebie i arogancja często cechują tych, którzy parają się tymi zajęciami. Zawodowych polityków i zawodowych dziennikarzy w nieco mniejszym stopniu. Ale w obu kategoriach jest ich znacznie mniej od tych przypadkowych. Bo każdy, kto myśli, że ma coś do powiedzenia, może zostać politykiem albo dziennikarzem. A symbioza między tymi zawodami bywa niezawodna.

Politycy często okłamują dziennikarzy, co widzimy i słyszymy, zwłaszcza w okresie przedwyborczym. No a potem, po przeczytaniu i usłyszeniu tego, co nakłamali, sami w te kłamstwa zaczynają wierzyć. Dotyczy to wszystkich nacji, racji, ustrojów i systemów.

A ja już w mało co wierzę. I z coraz większą niechęcią wysłuchuję dziennikarsko-politycznych wywodów, wypowiedzi i westchnień w polskiej telewizji. Jak niechęć w końcu zamieni się w nudę, na co się zanosi, przestanę oglądać tefałeny i inne programy debatujące o… Chciałam napisać o d… Maryni, ale się opanowałam intelektualnie. Dziennikarstwo krajowe, z pewnymi wyjątkami, jest jałowe, banalne, ograniczone tematycznie, zacietrzewione i zajmujące się głównie tym, co, kto i kiedy powiedział. Albo na czym kto się potknął. A to na czerwonym dywanie, a to na stołku, a to na siedzeniu.

W TVN24 w każdą niedzielę rano zasiada za stołem grupa polityków od lewa do prawa i zawraca głowę telewidzom. Przewodzi temu wytrawny dziennikarz. Ciekawe, czy cierpi z tego powodu? Ja cierpię. Po przerwie za innym stołem zasiada grupa publicystów różnej maści i przeszłości, i licytuje się w jakimś bieżącym temacie. Temat jest przeważnie na tyle błahy, że następnego dnia nikt już o nim nie pamięta. Temu posiedzeniu przewodzi dziennikarka o krągłych kształtach i równie krągłych manierach. Z wypowiedzi polityków i publicystów, niejako w symbiozie, mało co wynika. Nawet urabianie publicznej opinii po takiej tematycznej obróbce jest nieskuteczne. A jeśli są w kraju media opiniotwórcze, to na siłę – perswazji i poglądów. Im skrajniejsze, tym skuteczniejsze.

I tak to w naszym ukochanym kraju za sprawą polityków i publicystów pogłębia się przepaść poglądowa. No i ta nienawiść pod flagami w rocznicowych marszach. Bo w naszym ukochanym kraju raczej rzadkością jest merytoryczna debata. Cywilizowany dyskurs z poczuciem dystansu do tematu i z humorem. Humorem? Ja chyba żartuję. Między nami wszystko musi być dramatycznie, zażarcie, dogłębnie, godnie i patriotycznie. Przeważnie w niezgodzie. I ostrożnie z krytyką. I w kraju,
i za granicą.

Widocznie jest to cecha narodowa. Bo w niektórych na przykład organizacjach i kręgach emigracyjnych obowiązuje wzajemne krygowanie się. Prawienie sobie duserów, składanie ukłonów i komplementów z burzą oklasków. A każda krytyka, nawet uzasadniona i twórcza, jest uznawana za opluwanie, burzenie pomników, zatruwanie atmosfery, działanie na szkodę, obrzucanie obelgami Bogu ducha winnych prezesów i zarząd.

Pamiętajcie, krytykując, czyli plując, trując i szkalując tratujecie dobre imię i mienie publiczne. I czy to prawda, że – jak słyszę, uszom własnym nie wierząc – taka właśnie atmosfera oburzenia na krytyczne pytania panuje na obradach i radach w POSK-u? A także w innych naszych instytucjach w Londynie? To chyba potwarz, jak mniemam.

Ostatnio przeczytałam w emigracyjnej prasie znowu o tym, że Londyn jest naszym siedemnastym województwem. Nie byle to tupet tak o Londynie pisać. I co by na to powiedzieli tutejsi Polacy, gdyby przeczytali, że Ealing i Southall to pierwszy londyński kalifat, a Brixton i Streatham to drugi? A Londyn to stolica republiki islamskiej? Czy można uzurpować sobie prawo do cudzej ziemi i cudzych miast? Widać można.

A z drugiej strony, bo zawsze powinna być druga strona w przykładnym dziennikarstwie, czytam wypowiedź pt. Co znaczy być Europejczykiem? Znów do znudzenia ten sam temat przerabiany w nieskończoność, zwłaszcza od 2004 roku. Widziałam te wypowiedzi w nabitych szpaltach sobotniego „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza”. Z tych czterech bitych szpalt mało co zrozumiałam. Mało co zrozumiałam po za tym, co już na ten temat pisano. Wypowiedzi należą do specjalisty od tych spraw Jakuba Krupy. Opracowała je Magdalena Grzymkowska. Pan Krupa powiada, że nie będzie głosował na polskiego posła do Parlamentu Europejskiego, bo tutejszy – czyli jaki, angielski? – będzie lepiej go reprezentował.

A czy są polscy kandydaci na posłów europejskich w tym kraju, że zapytam? Bo nie słyszałam. A powinni być, skoro Londyn jest naszym siedemnastym województwem, a różne miasta mniejsze czy większe naszymi powiatami czy gminami? Jako posłowie z województw, powiatów i gmin Brytyjczycy polskiego pochodzenia lepiej by nas w Europie reprezentowali. Tak myślę. Ale wiadomo, że myślenie nie ma przyszłości. A głupota w polityce i dziennikarstwie nie stanowi przeszkody i ma przyszłość.

Do następnego iwentu i spotkania na łamach.
Wasza stara sklerotyczka

POWRÓT | STRONA GŁÓWNA